Znacie Panią Małgorzatę Strzałkowską? Jesteśmy pewni, że tak! W tych odmiennych od normalności czasach panującego koronawirusa, przygotowała dla nas wierszyk, który na pewno pozwoli Waszym dzieciom oswoić się z naszą obecną rzeczywistością, a Wam, przedstawić im ją w ciekawy sposób.

Czytajcie dalej, żeby lepiej poznać samą Panią Małgorzatę i jej zasługi, a także wierszyk, który pokochaliśmy od pierwszego przeczytania! Zapraszamy!

Mistrzyni kolaży słownych, fastryg składniowych i rymowanych patchworków. Autorka i ilustratorka książek dla dzieci. Absolwentka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego, obroniła dyplom w Katedrze Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej. Zadebiutowała w 1987 roku w „Świerszczyku”, z którym współpracuje do dziś. Wiersze, bajki i teksty piosenek publikowała też w „Pentliczku”, „Ciuchci”, „Dziecku” oraz „Skarbie malucha”. Współpracowała także z telewizyjną „Jedyneczką” oraz zespołem Arka Noego. Jest autorką wielu znanych książek dla dzieci – wystarczy wymienić choćby „Hocki-klocki dla każdego – i małego, i dużego”), „Leśne głupki” , „Wierszyki łamiące języki” , serię „Rady nie od parady, czyli wierszyki z morałem”, „Wiersze, że aż strach!”, „Zielony, żółty, rudy, brązowy…”, „Gimnastyka dla języka (i Polaka, i Anglika)”, „Rymowane przepisy na kuchenne popisy”, Mazurek Dąbrowskiego. Nasz hymn narodowy, Dawniej, czyli drzewiej. Często sama ilustruje swoje książki oryginalnymi „kolażami autorki wyklejanymi we wtorki”. Wyróżniona wieloma nagrodami literackimi oraz odznaczona Srebrnym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis (2016)

Jej pomysłowe i niebanalne teksty, pełne humoru i gier słownych, stały się znakiem rozpoznawczym kolekcji odzieżowych Endo.

Małgorzata Strzałkowska

Konsultacja: Zuzanna Strzałkowska

Wirus to nie jest ani zwierzątko,

ani żyjątko, ani stworzonko.

Z łaciny słowo virus pochodzi –

to jad, trucizna, coś, co nam szkodzi.

Choć samodzielnie nie może pożyć,

dąży do tego, aby się mnożyć.

I to dążenie jest bez wątpienia

jedynym celem jego istnienia.

Sam tego jednak zrobić nie może,

bo musi znaleźć dobre podłoże.

Z uporem szuka więc gospodarza,

by w jego ciele móc się namnażać.

Przytulne wnętrze ludzkiego ciała

to jest dla niego frajda niemała.

Przez nos, przez usta albo przez oczy

do organizmu stara się wskoczyć,

po czym nurkuje w nim niczym nurek

i odpowiednich szuka komórek.

Wilgoć, właściwy poziom ciepłoty –

i wirus bierze się do roboty.

A gdy komórka swą rolę spełni,

wirus cząstkami już ją wypełni,

cząstki ją niszczą w zawziętym szale

i cała armia wędruje dalej.

 

Gdy taki wirus w ciało się wczepi,

niestety prędko się nie odczepi.

Choć nasz organizm do walki staje,

nie zawsze wygrać mu się udaje…

Już nad szczepionką myślą lekarze.

Kiedy ją stworzą? To się okaże.

Ale my też coś zrobić możemy.

Co? W pierwszym rzędzie wszystko myjemy –

ręce, owoce, przedmioty, ciała.

Czemu? A wiecie, jak mydło działa?

Wirus na zewnątrz ma cienką błonkę,

czyli otoczkę, płaszczyk, osłonkę,

a na niej różne trąbki i rurki,

ułatwiające wejście w komórki.

Mydło się składa z długich cząsteczek,

mających postać wielu szpileczek.

Gdy szpilka w płaszczyk wirusa wnika,

wirus rozpada się, po czym znika.

Dlatego myjmy dokładnie ręce,

ciało, owoce… i dużo więcej!